piątek, 13 kwietnia 2012

Piątek trzynastego

Hej.

Dziś jak pewnie wiecie mamy piątek trzynastego. Spodziewacie się zapewne, iż zrecenzuję, bądź opiszę słynną serię o mordercy noszącym maskę hokejową. Jeśli mam rację, to zgodnie z przesądem macie pecha :-) .

Nieco na przekór postanowiłem was uraczyć pewnymi spostrzeżeniami, do których zainspirował mnie pewien filmik. Poniżej zamieszczam linka do tegoż filmiku.

http://www.joemonster.org/filmy/43450/Glosny_protest_prostytutek_z_Amsterdamu

Utarło się myśleć, że "panie do towarzystwa" możemy podzielić na dwa typy. Są to albo biedne kobiety, a nawet dziewczynki, które przez różne przeciwności losu skończyły w tym zawodzie, albo nimfomanki, zimne suki, które widzą w tym łatwy i wygodny sposób zaspokajania swych rządz. Postanowiłem więc, jak to mam w zwyczaju, odrzucić powszechnie uznane poglądy i dodać kolejny rodzaj przedstawicielek najstarszego zawodu na świecie.
Są nim kobiety świadome tego co robią. One doskonale zdają sobie sprawę, jak zarabiają na życie. Ponadto nie przeszkadza im to czerpać z tego pewnej przyjemności, choć nie w takim stopniu, jak ich koleżanki wiecznie chętne, po to, aby zaspokoić swą nienasyconą chuć.

Wizja tego typu kobiet zrodziła się w mej głowie kilka lat temu, podczas lektury dodatku dla kobiet, dołączonego do pewnego pisma. Jeśli pamięć mnie nie myli, były to Wysokie Obcasy. Główną atrakcją tegoż numeru był wywiad z prostytutką właśnie.

Był on nadzwyczaj ciekawy, ze względu na bohaterkę, a konkretnie, na jej charakter. Otóż wynikało dosyć jasno, iż doskonale zdaje sobie ona sprawę z tego, co robi. Ba! Było to dla niej nadzwyczaj wygodne.
Owa dziewczyna (bo miała 20-kilka lat) motywowała swój wybór zarówno wysokimi zarobkami, jak i przyjemnością czerpaną ze swej pracy. Ponadto mocno podkreślała, iż wykonywany zawód dał jej poczucie własnego piękna, oraz, co ciekawe znacząco wpłynął, na jej wysoką samoocenę.

Można się burzyć, że to, co ona robi jest paskudne, że to przejaw cynicznej chciwości. Można jej zarzucić również wiele innych przewinień, jednak czy nie warto spojrzeć na to z nieco innej perspektywy?
Otóż dziewczyna robi to co lubi i dostaje za to niemałe pieniądze. Potrafi jednak oddzielić życie prywatne od zawodowego i nie ma jakichkolwiek nawyków wyniesionych z burdelu. Również właśnie dzięki tej pracy poznała kilka osób, które może uznać za sobie bliskie.
Oczywiście znajdą się i tacy, którzy będą ją potępiać za to, iż handluje swym ciałem. Lecz czy aktorzy i wszlekiej maści osoby medialne nie robią tego samego? Zazwyczaj oni posuwają się o krok dalej i sprzedają swoje życie prywatne, czy charakter. Jak na ironię, cechą dobrego aktora jest właśnie pełne poświęcenie się i przemiana w inną osobę za określoną kwotę.

Pamiętajmy więc, iż nigdy nie należy nikogo z góry przekreślać i starajmy się unikać uogólnień, które w naszym szalenie różnorodnym świecie zazwyczaj krzywdzą naprawdę wiele osób.

P.S. Obrazków aktualnie w wpisach nie będzie, gdyż blogspot się na mnie obraził w tejże materii.

środa, 21 marca 2012

Urok sieciowych dymków.

Hej.

Dawno temu padły słowa, jakoby jeden obraz był więcej wart, niż tysiąc słów. Można się z nimi zgodzić, można też je negować, jednak niezaprzeczalnie ilustracja postaci, czy też miejsc ma w sobie ogromny potencjał. Czemu więc się z nią nie zapoznać bliżej?
W tym momencie ludzie, którzy nie przeczytali tytułu mogą pomyśleć, że mam zamiar opisywać wielkich mistrzów pędzla pokroju Picassa, czy też Maneta. Muszę ich jednak zawieść, gdyż nie jest to miejsce na tego typu dyskuje (choć sam uważam malarstwo za sztukę ze wszech miar godną uwagi).

Ten wpis dotyczyć będzie jedenastej muzy, często traktowanej, jako ułomnego bękarta. Mowa tu o komiksie.
Gwoli informacji mowa będzie o polskim komiksie internetowym.
Dlaczego akurat o nim?

Ano z kilku powodów.
Nikt nie zaprzeczy, iż Polska to kraj delikatnie mówiąc specyficzny. To co wielu uważa za kompletną abstrakcję u nas jest codziennością. Stąd zresztą taka trudność w zrozumieniu niektórych zachowań Polaków.
Ze względu na swoją wyjatkowość Polska jest niezwykle płodnym gruntem dla wszelkich pomysłów z gatunku dziwnych i szalonych.
W moim osobistym rankingu najbardziej chorych (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) krajów Polska uplasowała się na trzeciej pozycji, za Japonią i Rosją. No, a to do czegoś zobowiązuje.
Piszę tu tylko o "naszych" komiksach, aby je w choćby minimalnym stopniu wypromować, bo według mnie są one naprawdę dobre.

Dlaczego internetowe?
Tutaj powód jest prozaiczny. Sam znam je najlepiej i nie ma żadnego problemu, aby je poznać.

Ok, ruszamy(kolejność w rankingu losowa):

http://kokoart.net/nowa/


Zaczynamy od komiksu wyjątkowo mi bliskiego. Koko początkowo się bardzo mocno wzorował Megatokyo ( kilka lat temu był to najpopularniejszy komiks internetowy, aktualnych danych nie mam i za swój błąd mocno żałuje, a Megatokyo z całego serca również polecam). Nie jest to jednak powód do wstydu. Wręcz przeciwnie. Ta inspiracja pozwoliła przeszczepić szalony klimat pierwowzoru, na polskim gruncie. Zabieg ten udał się wybornie.
Koko na swej stronce prowadzi niejako trzy serie. Mianowicie Kwarcowy Paciorek, Wióry i luźne komiksy zebrane na blogu.
Wszystkie są ze wszechmiar godne polecenia, jadnak pozwolę sobie wyróżnić Wióry.
Opowiadają one historię czwórki przyjaciół i psa. To właśnie w nich najwyraźniej odczuwalny jest wpływ Megatokyo i one najpełniej ukazują ewolucję stylu autora. Warto też wspomnieć, iż ostatnie chaptery tworzą naprawdę dobrą i zaskakującą historię stylizowaną na odcinek Scooby Doo.
Jeśli lubisz komiksy, fantastykę i gry komputerowe jest wielce prawodopodobne, że komiks przypadnie ci do gustu i regularnie będziesz odwiedzać stronkę Koka.

http://chatolandia.pl/

Chata Wuja Freda to zbiór niepowiązanych fabularnie chapterów i okazjonalne odcinki z serii "Buc Bez Empatii Radzi".
Komiksy teoretycznie opisują życie codzienne autorki i jej chłopaka. Piszę teoretycznie, bo jest ono tak uroczo szalone, że człek marzłby o takim żywocie.
Odcinki są okraszone świetnym humorem i trzymają równy, bardzo wysoki poziom.
To w zasadzie lekki komiks dla każdego i pewnie wiele z osób czytających tego bloga go już zna. Reszta powinna jak najszybciej go poznać. Nie zdziwcie się jednak, gdy dialogi z Chaty przejdą do waszego języka potocznego.

http://www.themovie.com.pl/

The Movie to w zasadzie komiksowe recenzje filmów. Zazwyczaj każdy kolejny chapter to recenzja jednego filmu. Podobnie jednak, jak w wielu innych komiksach inetrnetowych pojawia się podseria The Movie. Nazywa się ona The Movie Theater. Pojawiają się w niej nowe postaci związane z główną serią. Warto wspomnieć o ich ciekawej konwencji, tworzą one bowiem spójną opowieść stylizowaną na sitcom.
Głównonurtowe recenzje są natomiast, krótkim, acz trafnym opisem filmu, zawierającym w sobie naprawdę dobry humor.
Komiks polecam każdemu, bo któż z nas nie lubi oglądać filmów.

http://demland.info/dem/

Duże Ilości Psów Naraz to komiks, który jest ciężko opisać. W zasadzie całość idealnie określa zwrot: totalne szaleństwo. Odnosi się on zarówno do humoru jak i kreski Dema.
Psy to absolutny "must watch" tego zestawienia!

http://www.bugcity.nazwa.pl/

Jeśli jakikolwiek komiks internetowy zasługuje na miano kultowego, to jest nim niewątpliwie Bug City.
Mamy w nim wszystko, czego wymagamy od dobrego komiksu internetowego. Posiada on bowiem świetną kreskę, wyrazistych bohaterów, świetny humor i niesamowity klimat. To genialne połączenie parodii "Sin City" Millera z bardzo polskim klimatem.
Mimo, iż komiks jest zamknięty, to każdy, kto uważa się za fana polskiego komiksu powinien go znać.

http://www.webkomiks.pl/ke/

Kolejny zamkniety, aczkolwiek warty polecenia komiks. W "KE?" dwie frytki komentują wydarzenia z ówczesnego światka komiksowego. Czynią to na tyle błyskotliwie i złośliwie, że komiks wciąż bawi.
Warto zebrać nieco informacji na tematy rozmów frytek, żeby zrozumieć niektóre żarty, aczkolwiek "KE?" jest tego warty.


Frytki zamikają ten ranking. Oczywiście nie są to jedyne polskie komiksy internetowe warte polecenia. Postanowiłem wybrać te najlepiej mi znane i najbardziej charakterystyczne. Warto je przeczytać, aby samemu poczuć klimat tego typu twórczości i samemu szukać nowych tytułów, bo mają one naprawdę wiele do zaoferowania.

Do następnego wpisu.

niedziela, 4 marca 2012

Subiektywna prezentacja zespołów wartych posłuchania.

Hej!

Muzyka ma niezwykle istotny wpływ na nasze życie. W zasadzie każdy posiada jakieś utwory, które się mu kojarzą z pewnymi ważnymi dla niego wydarzeniami.
Muzyka dzieli się na wiele gatunków. Są ludzie, którzy umiłowali sobie jakiś konkretny, lecz są też i tacy, dla których ten podział nie ma większego znaczenia.
Ja skałniam się ku tej drugiej opcji, a nawet idę niejako krok dalej i cenię sobie przede wszystkim wszelkie mieszanki gatunkowe.
Postanowiłem więc nice przybliżyć wam mój świat muzyki przez zaprezentowanie ciekawych w mych oczach zespołów. Kolejność jest całkowicie dowolna, bo moja głowa nie potrafi robić rankingów pontanicznie wpadająych do niej artystów :-).

Nine Inch Nails

http://www.youtube.com/watch?v=1jAyfGzSaz0&feature=related

NIN jest zespołem grającym rock industrialny. Charakteryzuje się on licznymi elektronicznymi wstawkami w utworach. Mamy więc do czynienia z naprawdę ciekawym mariażem charakterystycznego wokalu z niecodziennymi dla rocka dźwiękami. Całość jest nadzwyczaj przyjemna, choć ortodoksyjni rockowcy pewnie będą kręcić nosami. Niemniej z muzyką NIN warto się zapoznać.
Na uwagę zasługują również teksty ich piosenek. Są one bardzo ponure i zawierające niezwykle silny ładunek emocjonalny, co zasługują w głównej mierze ekspresyjnemu wokalowi Trenta Reznora.


65daysofstatic i God Is An Astronaut


http://www.youtube.com/watch?v=6z_-YPPZ1Vs


http://www.youtube.com/watch?v=g9XpzfaMkrY&feature=related

Pozwoliłem sobie dodać oba te zespoły razem, gdyż mimo różnic w ich utworach oba należą do mojego ulubionego gatunku, jakim jest post-rock.
To niezwykle specyficzny i undergroundowy typ muzyki. Do jego cech charakterystycznych należą przede wszystkim minimalizm, brak, bądź szczątkowy wokal i wykorzystanie wielu nietypowych dla rocka instrumentów. Wyróżnia się on również połączeniem subtelności i ogromną dawką emocjonalości.
Jeśli uważasz, że wokal nie jest elementem obowiązkowym w utworze, a wręcz go czasem ogranicza posłuchaj post-rocka.


Fisz Emade




http://www.youtube.com/watch?v=kl0WBdbB0L4


Synowie Wojciecha Waglewskiego odziedziczyli po ojcu muzyczny talent, jednak zwrócili się ku innemu gatunkowi muzycznemu. Fisz-raper, Emade-DJ, razem tworzą świetny hip-hop. 

Utwory są bardzo przyjemne dla ucha, czuć w nich specyficzny styl braci. Na uwagę zasługują szczególnie teksty Fisza. Łączą one prostotę (ale nie prostackość) jezyka z niezwykłą spostrzegawczością otaczającego nas świata, dzięki czemu są niezykle trafne, a zarazem przyjemne. Nie da się ich zresztą pomylić z jakimikolwiek innymi, a to ze względu na oryginalność rymów.


Eldo


http://www.youtube.com/watch?v=-tBFw4HaTls


Utwory te posiadają wspaniałą oprawę muzyczną, ale to nie ona jest ich największą zaletą. Eldo bowiem rapuje prawdopodobnie najpiękniejsze, najsilniej przesycone poetyką teksty, które pozwalają się im całowicie oddać i "odpłynąć" wśród wersów. 

Jeśli ktoś uważa, że hip-hop to synonim prostactwa i buractwa, puśćcie mu Eldo.


Tool


http://www.youtube.com/watch?v=vIm6yJGjgEM


Tool tworzy muzykę niezbyt przystępną przeciętnemu słuchaczowi, a wręcz odpychającą dla fana radiowych hitów, lub disco-polo. Bo jak można słuchać zespołu, którego utwory nierzadko trwają ponad dziesięć minut, mają naprawdę długie wstępy i ciężkie teksty.
Ano jak widać na mym przykładzie takiej muzyki można słuchać, ba, można ją nawet uwielbiać!
Tool tworzy oryginalny rock często zmieszany z orientalnymi dźwiękami. Ponadto to zespół, charakteryzujący się teledyskami. Te bowiem są bardzo mroczne i nie bójmy się użyć tego łowa, psychodeliczne. Ich odstępstwo od normy jest ogromne i wywołują one skrajne uczucia u swych odbiorców. Jedni bowiem się nimi zachwycają, innch natomiast one wręcz obrzydzają.
Toola poznać warto, jednak trzeba to robić ostrożnie, bo go albo pokochacie, albo znienawidzicie.


Tym akcentem kończę część pierwszą prezentacji. Mam nadzieję, że światło dzienne ujrzy również część druga i nastąpi to stosunkowo szybko.

Zachęcam do komentowania tego i innych wpisów. Piszcie co sądzicie o wyżej wymienionych zespołach i podzielcie się tymi, które uważacie za warte przesłuchania.

P.S.Wybiera się ktoś na tegoroczne MFK?

To do następnego wpisu.

środa, 22 lutego 2012

Þetta er það lengsta sem ég fer.

Witajcie.

Powyższy tytuł ma na celu ukazanie jednego z wielu wspaniałych talentów twórcy tegoż bloga, jakim jest znajomość Islandzkiego ;-) . Oczywiście to jeden z najtańszych chwytów, jaki można zastosować, choć nie przeczę, iż chętnie nauczyłbym się tegoż języka.

Gwoli informacji tytuł ściągnąłem ze wspaniałej piosenki, której link znajdziecie poniżej. Oznacza on w naprawdę bardzo wolnym tłumaczeniu (bo jak inaczej nazwać tłumaczenie z tłumaczenia, zamieszczonego na youtube ^^) "to moja najdłuższa podróż".

Wyżej wspomniany link: http://www.youtube.com/watch?v=A6j7mUxGz20

Jak nietrudno stwierdzić wpis będzie dotyczył drogi.

Dla wielu droga to zaledwie kawałek chodnika, bądź ścieżki, ale czy aby na pewno jej rola ogranicza się do materii po której stąpamy?
Czasem staje się ona portalem do niezwykłego świata. Pozwala nam podziwiać hipnotyczną grę świateł, dostrzegać niuanse otaczającego nas świata i dać czas by w milczeniu oddać się przemyśleniom i marzeniom.
Każdy przeżywa czasem chwile, w których musi odpocząć od trosk dnia codziennego, przystopować, zebrać myśli. Niektóry wtedy kładą się na łóżku, bądź kanapie, zamykają oczy i delektują się spokojem, inni słuchają muzyki, jeszcze inni spacerują.
Nie chcę tu wywyższać spaceru, nad inne formy relaksu. Każda z nich ma swoich zwolenników, a i oni nie są im bezwzględnie oddani. Wszystko zależy od sytuacji.
Wróćmy jednak do drogi. Kiedy tak chodzimy stajemy się częścią otaczającej nas rzeczywistości. Przybieramy formę komórki ściśle powiązanej z organizmem, jakim jest świat. Nie potrafimy bez niego istnieć.
Jednak nasze zmysły przenoszą się jakby do innego wymiaru, w którym każdy szczegół urasta do rangi niezwykłego wydarzenia. Ba! Stara się on ze wszystkich sił skupić naszą uwagę i odciągnąć od innych jemu podobnych. Ta wspaniała rywalizacja pozwala nam dostrzec świat z nieco innej perspektywy. Widzimy wtedy więcej, czujemy mocniej, słyszymy wyraźniej.
Mimowolnie wpadamy w trans i niczym widz w kinie podziwiamy to przecudne dzieło.
Ten jednak się kończy gwałtownie i boleśnie, wraz z dojściem do celu naszej drogi. Wtedy zauważamy, iż cali drżymy z powodu przeszywającego nas wiatru, deszcz złośliwie pada nam na twarz i mamy przed sobą wątpliwą przyjemność spędzania czasu z historią prawa polskiego :-). Jesteśmy jak dzieci wracające do surowej, lecz kochającej matki, na którą tak mocno złorzeczymy, ale którą w głębi serca darzymy ogromnym uczuciem.


Wielu uwielbia ten stan, w którym poznajemy tą magiczną odsłonę otaczającego nas świata. Stąd też powstały filmy z gatunku kina drogi. Dziełem, które nawiązuje doń jest Drive.

Drive ciężko oceniać w kategoriach "zwykłego" filmu. To bardziej emocje i wspaniała wizja artystyczna przelane na taśmę filmową.
No bo o czym on opowiada? Ano o w gruncie rzeczy banalenej historii miłosnej, przeplatanej z wątkiem sensacyjnym. Jednak to nie treść ukazuje piękno tego filmu, a jego forma.
Drive jest dziełem bardzo oszczędnym w środkach, zarazem ukazującym wspaniałe wyczucie medium przez reżysera. Napięcie budują tu szczegóły takie jak tykanie  zegarka. Podobnie jest zresztą z uczuciem głównych bohaterów.Zostało ono wyrażone przede wszystkim za pomocą wzajemnych uśmiechów i spojrzeń.
Film idealnie wykorzystuje największą zaletę kina, jaką jest ruchomy obraz. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami często są przedstawione za pomocą kilkuminutowych scen praktycznie pozbawionych dialogów. Posiadają one jednak niesamowitą siłę wyrazu, tak wielką, iż widz dostrzega zbędność słów i dziękuje w myślach reżyserowi za brak jakiegokolwiek dialogu, który doszczętnie zniszczyłby atmosferę tychże scen.

Sposób przedstawienia emocji nie jest bynajmniej jedynym pokazem kunsztu duńskiego mistrza.
W zasadzie cały film mistrzowsko operuje światłem i detalem. Nic nie jest zbędne, a to ascetyczne wręcz minimum treści pozwala nam dostrzec piękno Drive'a. Każdy błysk światła nocnego Los Angeles, pozwala nam dać się ponieść magicznemu nastrojowi noir, doprawionego nutką oniryzmu.
Całość uzupełnia wspaniała muzyka, stylizowana na pop z lat 80. Te spokojne dźwięki idealnie się komponują z obrazem.
Ponadto Drive to wręcz kopalnia odniesień do różnych gatunków kina i celowe wykorzystanie archetypów w nich istniejących. Każde z nich pozwala spojrzeć na całość z nieco innej perspektywy, a przez co odebrać ten film nieco inaczej. Dodam tylko, iż odnalazłem nawiązania do wspomnianego kina drogi, filmów z lat 80. i westernu, choć to pewnie wierzchołek góry lodowej.

Drive polecam każdemu, bo ten film albo pokochacie, albo się na nim zanudzicie na śmierć, jednak w tym wypadku warto zaryzykować.
Nie wystawiam mu jednak oceny, bo nawet 10/10 jest w moich oczach obrazą tego dzieła, które wymyka się jakiejkolwiek klasyfikacji.

Warto dodać, iż można go kupić na dvd za 30zł, do czego was szczerze zachęcam i nie oglądajcie jego trailerów, gdyż nastawią one was na zupełnie inny film.

P.S. Mam w planach zmianę wizualną tegoż bloga. Wszelkie propozycje w tej sprawie piszcie w komentarzach, lub ślijcie wiadomości na moje gg:10661286
Oczywiście wszelki inny odzew z waszej strony, czy choćby chęć rozmowy jest także mile widziana :-)

P.S.2 Miałem wrzucić grafikę z plakatem Drive, ale blog się buntuje także wybaczcie.

P.S.3 Wspinaczka to piękny sport, który mnie zauroczył. Zobaczymy, co na mnie będzie mocniej oddziaływać, zakwasu, czy też tenże urok? ^^

No to do następnego wpisu.

niedziela, 12 lutego 2012

Wspomnień czar.

Hej!

Ostatnim czasy naszło mnie na poczytanie komiksów z Kaczorem Donaldem. Warto zaznaczyć, iż dzieckiem będąc byłem wielkim fanem, wręcz fanatykiem historyjek o wspomnianym ptaku i jego rodzinie.
Komiksy te stoją na naprawdę wysokim poziomie. Zawdzięczają to przede wszystkim ciekawym scenariuszom, wykorzystujących charakterystyczne motywy związane z poszczególnymi członkami kaczej rodziny. Jednak są one zaledwie punktem wyjścia do różnorodnych i nierzadko zaskakujących przygód.
Trzeba też wspomnieć o licznych i jednocześnie naprawdę dobrych gierkach językowych i aluzjach do popkultury, które są zawarte w tychże komiksach. Zaznaczę jednak, iż mówię to jedynie na podstawie polskiego tłumaczenia, bo czytanie ich w oryginale wciąż odkładam na później.
Kolejną zaletą są rysownicy. Było ich wielu i mieli oni wpływ nie tylko na wygląd Donalda, jak również na wizję świata w którym Kaczory żyją. Oczywiście istnieje kanon, którego wszyscy się trzymają, ale wszelkie informacje w nim nie zawarte zostały przedstawione na wiele różnych sposobów i często opisują sprzeczne wobec siebie wydarzenia. Jest to szczególnie wyraźne w historiach, opisujących życie bohaterów.

Może się to wydać dziwne, lecz mimo wszystko odradzam tego typu wspominek. Szczególnie jeśli mają one polegać na nagłym przypomnieniu sobie danego tworu. Jak zapewne doskonale wiecie, liczne powroty  do wspominanych dzieł brutalnie obdzierają je z nostalgii i często powodują naprawdę spory zawód.
Czy jednak nie warto odświeżać sobie ulubionych filmów, bądź książek? Oczywiście, że warto! Należy jednak to czynić ostrożnie. Początkowo radziłbym poczytać ich temat. Recenzje, bądź opinie innych osób, które się zetknęły z interesującym nas dziełem są łatwe do odnalezienia w internecie, a nierzadko pozwalają nam "przygotować się" na właściwy odbiór.
Nie należy też przesadzać w drugą stronę, a więc wyszukując dowolnej, nawet najdrobniejszej informacji. Jest to bezsensowne, bo czym wtedy byłby ten powrót, jeśli nie całkowicie obdartym z emocjonalności sprawdzeniem zgodności z informacjami na jego temat?

Na koniec polecam wam powroty do ulubionych dzieł młodości i oby jak najmniejsza ich liczba kończyła się zawodem.

W ramach bonusu dodaję tu link do strony internetowej, na której możecie poczytać bodajże większość historyjek o Donaldzie i nie tylko, narysowanych przez najważniejszych rysowników Kaczora.


http://disneycomics.free.fr/index.php

sobota, 28 stycznia 2012

ACTA, co i jak robić w tej sprawie?

Hej!

Wreszcie mam za sobą sesję i mogę wrócić do pisania na tymże blogu.

Tytuł wyraźnie wskazuje o czym będę dziś pisać. Na wstępie zaznaczę, iż miałem opory przed pisaniem na ten temat. Wynikały one zarówno z popularności samego tematu, przez co jestem w zasadziepewny, iż nic nowego o ACTA nie przeczytacie. W końcu ileż można wałkować jeden i ten sam temat? Ponadto, ten temat jest tak popularny, iż pozwoliłby w znaczny sposób upowszechnić mego bloga, jednakże chcę być wobec was uczciwy, stąd też moje obawy o odebranie tego wpisu, jako swego rodzaju internetowego populizmu.
Jednak jak widzicie poruszam ten temat. Czynię to, by pokazać swój sprzeciw wobec ACTA. Uważam to niejako za mój obowiązek. Jestem w końcu może i niezbyt poczytnym, ale blogerem, który dzieli się ze światem swą twórczością właśnie przez internet.
Dobra, kończę ten nieco przydługi wstęp i przechodzą do sedna.

Zacznijmy od najważniejszego, mianowicie jestem z całego serca PRZECIWNY ACTA.

Często na różnych forach wypowiadam się sceptycznie, bądź opozycyjnie wobec wszelkich "bojowników", robię to, aby poruszyć ważny problem, jakim jest sposób wyrażania swego sprzeciwu wobec tego projektu.
Rozumiem, iż ludzi ponoszą nerwy, ale szczerze mi powiedzcie, co można zdziałać za pomocą wulgarnych haseł, gdy mówimy o sprzeciwie wobec aktu prawnego? Otóż nic!
Myślicie, że jakakolwiek władza będzie traktowała jak równego sobie, hordę prostaków? Tutaj walka toczy się o naprawdę wysoką stawkę, a taki prostacki sprzeciw daje efekt odwrotny do zamierzonego. To przez takie zachowanie pozostałe media otrzymują sporą dawkę materiałów, ukazujących nas w naprawdę złym świetle. Nie chodzi tu tylko o władzę, lecz również, a może i bardziej o osoby tematem niezainteresowne, bądź nieposiadające jakichkolwiek informacji na ten temat. To właśnie ci ludzie mogą dopuścić do naszej porażki, lub sukcesu, ale o tym później.
Nie wolno także spłycać problemu do faktu piractwa, bo ono i tak będzie istnieć. W końcu przypomnijmy sobie lata 90. w Polsce, gdzie dostęp internetu był naprawdę rzadki, a i jego prędkość była daleka,w stosunku do tego co mamy obcenie. Wtedy przecież też istniało piractwo, najlepszym przkyładem były słynne stragany z grami na różnego rodzaju targowiskach. Tak więc piractwo i tak jakoś przetrwa, a czy nie lepiej walczyć o jakieś wyższe ideały, niż darmowe seriale na internecie?
Uważajcie również w samym internecie. Rozumiem, iż chętnie dołączacie do licznych grup przeciwnych ACTA, które powstały na facebooku. To dobrze ukazuje skalę problemu i pozwala czerpać siły do dalszych protestów z liczby osób popierających ów sprzeciw. Sam zresztą należę do kilku takowych. Jednak nie należy się rozpędzać i trzeba wykazać wielką ostrożność  w doborze takowych grup.
Wiele z tych grup, które powstały na "fejsie" dotyczących ACTA, ale nie tylko jest dla ich twórców skuteczną fabryczką pieniędzy. Otóż sprzedają oni takie strony, a pośrednio i nasze dane, jakie właściciel tejże grupy uzyskuje, gdy do niej dołączymy. Dla kupującego natomiast nie ma znaczenia, czego dotyczy dana grupa, ważne jest by ją polubiła jak największa rzesza ludzi.
Kolejną istotną sprawą są Anonymous. Otóż nie bądźmy aż tak skorzy do popierania ich działań, bo oni de facto są cyberterrorystami. Cóż z tego, iż teoretycznie walczą po naszej stronie, skoro oni w zasadzie szkodzą sprawie. W końcu jaki rząd negocjuje z terrorystami? Ponadto ich szantaż znacznie obniża wiarygodność protestujących, dając zwolennikom ACTA naprawdę mocne argumenty do rąk.
Nie zapomniajmy, że Anonimowi nie są wcale tacy święci. Najlepszym na to dowodem, był ich atak na PSN, gdy Sony skazało osobę, która złamała zabezpieczenia PS3.

Cóż więc należy robić? Przede wszystkim nie odpuszczać! Wciąż są nam potrzebne manifestacje i wciąż należy wysyłać listy do posłów. Róbmy to jednak kulturalnie i bez wulgaryzmów. Ponadto najważniejsze jest, aby cały czas było głośno o naszym proteście i żebyśmy się ukazywali w dobrym świetle.

Co do zapisów do referndum to naprawdę dobra rzecz, jednakże nie bądźmy hurraoptymistami. Samo zarządzenie takowego nie oznacza, iż zmienimy prawo, bo do tego potrzeba nam poparcia ludzi "spoza" internetu, aczkolwiek sam pomysł jest ze wszech miar pozytywny.

Oby się nam udało!!!

sobota, 7 stycznia 2012

Black Jack część ostatnia

Hej!

Na wstępie chcę was przeprosić za moją długą nieobecność. Była ona spowodowana nawałem nauki, brakiem sił, bądź weny, a najczęściej wszystkimi naraz.
Niestety nie mogę obiecać natychmiastowej poprawy, bo jestem wręcz pewien, iż styczeń też będzie ubogi w notki z powodu sesji.

Jak nietrudno zauważyć żyjemy już w słynnym roku 2012.
Cóż wypadałoby wykazać się kompletnym brakiem oryginalności i podsumować ubiegły rok. Szczerze mówiąc, o wiele bardziej pasjonującym tematem wydaje mi się opisywanie aktualnej pogody.
Dlatergo też napiszę notkę na zupełnie inny temat. :-)


Z wyżej wymieniony powodów wpis będzie niejako pójściem na łatwizję, jak i uporządkowanie zaległych spraw. Szykujcie się więc na podium mojego growego rankingu.

3. Deus Ex




Deus Ex to tytuł nietuzinkowy. Już w czasie swej premiery był wspaniałym połączeniem RPG-a z FPS-em. W zasadzie do dziś pierwszą część tego wspaniałego cyklu, wraz z System Shockiem 2 uważa się za najlepszy miks tych gatunków.

Powyższy tytuł pozytywnie zaskakiwał nie tylko na tym polu. Do dziś nie powstała lepsza gra osadzona w cyberpunkowych klimatach (nie wypowiadam się o Deus Ex: Human Revolution bo w nią jeszcze nie grałem, więc nawet jeśli przegrywa to porównanie, to wciąż zajmuje wysokie drugie miejsce).
Na uwagę zasługuje również muzyka. Choć grafika z wiadomych powodów się zestarzała (w końcu 12 lat w tej branży to niemal prehistoria), nie można tego powiedzieć o oprawie audio. W grze słyszymy ciekawą mieszankę różnych gatunków ze znakomitą przewagą elektroniki. Jednak pasuje ona idealnie do tego zdegenerowanego, przesiąkniętego cyborgizacją świata.
Dodajmy do tego niekiedy naprawdę trudne wybory moralne, ciekawą fabułę, ocierającą najpopularniejsze teorie spiskowe i niesamowity klimat, a otrzymamy grę marzenie. Taki właśnie tytułem jest Deus Ex. To nie tylko rozrywka, ale również przeżycie, którego każdy powinien zaznać.

2.Unreal

Budzisz się na pokładzie zniszonego statku kosmicznego, którym podróżowałeś. Szybko jednak, odrzucasz uczucie zdezorienotowania, bo (jak nietrudno się było tego spodziewać) okoliczne stworzenia w znacznej większości są niezbyt przyjaźnie do ciebie nastawione. Nie pozostaje więc nic innego, niż zacząć walkę o przetrwanie. 

Po kilku godzinach opuszczasz klaustrofogiczne korytarze swego statku i masz okazję ujrzeć wspaniałą Na Pali w całej okazałości. Planeta ta przypomina raj i wszystko byłoby piękne gdyby nie Skaarje, które zniewoliły mieszkańców tego cudnego świata. Smaczku dodaje proroctwo wskazujące na wyzwoliciela, który przybędzie z nieba. Cóż więc chwytamy karabin w dłoń i szykujemy się do walki.
Przeciwnicy są bardzo różnorodni. Są wśród nich mniej lub bardziej ciekawe istoty, jednak warto dokładniej opisać okupantów.
Skaarje to prawdopodobnie najwspanialsi przeciwnicy w historii gier komputerowych. Są oni diablenie szybcy, zwinni i agresywni, iż gracz pozostaje obdarty ze złudzeń, że to on jest zwierzyną. Ponadto dysponują oni bardzo wysoką inteligencją, która objawia się w unikaniu naszych pocisków (tak, iż bez odpowiedniej taktyki nie da się ich odstrzelić z rakietnicy), czy wypuszczaniu pocisków, nie w miejsce gdzie stoimy, lecz trochę na bok, w kierunku, gdzie zazwyczaj odskakujemy. Powoduje to, iż sami niejako wbiegamy w pociski, gdy w pełnym biegu prowadzimy wymianę ognia. Przypominam, że Unreala wydano w 1998. roku.
Jak widać mamy do czynienia z perfekcyjnymi drapieżnikami i każdy nasz pojedynek stanowi spore wyzwanie. Warto też wspomnieć o ich ryku, który pierwszy raz usłyszany nie pozwoli o sobie zapomnieć naprawdę na długo.
Na osobny akapit zasługuje też muzyka. Stworzył ją ten sam człowiek, który odpowiada za ścieżkę dźwiękową opisanego powyżej Deus Exa. Kawałki, które towarzyszą naszej podróży po Na Pali są w moim przkonaniu jednymi z najwspanialszych, które kiedykolwiek słyszałem. Mimo kilku lat od ostatniej gry w Unreala, wciąż średnio co miesiąc przypomniam sobie te wspaniałe dźwięki, które tworzą w mej głowie mnóstwo przepięknych obrazów.
Wszystko to składa się na potężny klimat emanujący od Unreala, dzięki czemu urasta on do rangi swego rodzaju przeżyć.
Niestety tytuł ten, nie bójmy się tego powiedzieć, dziś wygląda brzydko. Mimo wszystko jednak warto go poznać, bo ci, którzy zniosą ją otrzymają wzamian nierealną (zgodnie zresztą z tytułem) podróż, którą zapamiętają na długo.

And the winner is:

1. Heroes of Might and Magic 3

Szczerze mówiąc kogoś to zaskoczyło? Mówimy w końcu o grze, którą doskone zna mnóstwo osób. Ten tytuł ukochali zarówno zwolennicy strategii, jak i miłośnicy FPS-ów. Żadna inna gra nie potrafi do siebie przekonać tak wielu osób.  Ukochali ją również ci, którzy niezbyt często grywają w gry, czy wręcz delikatnie mówiąc nie lubią tego typu rozrywki.
Jednak czemu się dziwić, w końcu mówimy o tytule dopracowanym w każdym calu. Wygląda on niezłe, wspaniale brzmi, daje możliwość mnogości taktyk, pozwala dowodzić wieloma(w znacznej mierze posiadającymi wyjątkowe cechy) jednostkami. Możnaby tak długo, trzeba jednak wyróżnić jej najważniejszą zaletę. A jest nią tryb hot seats.
Gorące pośladki dawały możliwość wspólnej gry na jednym komputerze. To niezaprzeczalny i główny atut herosów. Doceni go każdy, komu udało się choć raz skopać tyłek przyjacielowi za pomocą sprytnej taktyki, bądź choćby odrobiny szczęścia.
Ta gra to wręcz uosobienie grywalności i klimatu. To ona spowodowała, iż chyba każdy na wlasnej skórze odczuł syndrom "jeszcze jednej tury". Nie ma się jednak czemu dziwić, gdyż możnaby bez wielkiej przesady nazwać "trójkę" growym odpowiednikiem "Ostatniej wieczerzy".

To po prostu arcydzieło branży elektronicznej rozrywki.


I tym optymistycznym akcentem kończę mój pierwszy noworoczny wpis. 
Wchodźcie na mego bloga, komentujcie tu, bądź na moim gg:10661286 i spędźcie ten rok jak najlepiej :-).

Niestety nie wiem, kiedy będzie następna notka, a to z powodu sesji, jednak postaram się dać z siebie wszystko i jak najszybciej coś napisać.