czwartek, 17 maja 2012

Let's Dance



Witajcie.

Jak nietrudno zauważyć ostatnio blog znów zaczął przymierać. Niestety w najbliższej przyszłości będzie już tylko gorzej. Całą winę za taki stan rzeczy ponosi sesja, która zabiera mi ogrom sił i czasu.
Dobra, koniec smęcenia i przechodzimy do meritum.

W średniowieczu możemy się spotkać z pewnym charakterystycznym zjawiskiem w ówczesnej kulturze. Jest nim silne zainteresowanie śmiercią, przejawiane najczęściej za pomocą danse macabre.
Taniec śmierci, bo tak z francuskiego należy tłumaczyć ową frazę, był przedstawiany dosyć sugestywnie. Dzieła ukazywały bowiem ludzi wykonujących taneczne ruchy, wraz z towarzyszącymi im szkieletami.
Warto również wspomnieć o ich genezie. Otóż wiele kultów pogańskich odprawiało właśnie rytaulne tańce nad zmarłymi. Symbolizowały one koniec życia, ale równocześnie odrodzenie, a więc pewnego rodzaju nowy początek.

Sama idea jest zrozumiała. Historię Europy przepełniają wojny i pogromy. Praktycznie cały czas walczono. Znaczenie miały również wielkie średniowieczne epidemie. Nic więc dziwnego, iż na ówczesnych śmierć nie robiła aż takiego wrażenia. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że do niej przywykli.
Stąd też motyw danse macabre. Miał on za zadanie ukazać kruchość życia i wszechobecność śmierci. Była to część codzienności, jak dziś praca, czy szkoła.
Pozwoliło to również spojrzeć na kres życia, jako na pewien proces, a co za tym idzie dążono do wyjaśnienia go.
Oczywiście ówczesny, podobnie zresztą, jak i dzisiejszy poziom wiedzy zadaje więcej pytań, aniżeli udziela odpowiedzi. Nie można było tego tak zostawić. W końcu to nieodłączny element życia każdego człowieka, a ludzka natura nie znosi nieodgadnionych tajemnic.
W tym momencie do głosu doszła kolejna cecha, jakże dobrze nam znana. Jest nią pycha naszej rasy.
Nie jesteśmy w stanie się pogodzić z tak nędznym zakończeniem naszego żywota. Mimo wielu deklaracji, niewiele osób prawdziwie wierzy, iż do ustaniu pracy mózgu, stajemy się jedynie kupą mięsa. Czymże jest cały nasz dorobek, cała nasza mądrość, wobec tak paskudnego końca?
Zastosowano więc najpopularniejszy sposób odpowiedzi na "niewygodne" pytania - religię.

By było jasne. Osobiście wierzę w jakąś wyższą siłę. Nie utożsamiam jej z jakąkolwiek znaną mi istotą boską ze względu na mą religijną mierność.
Warto jednak zauważyć pewne cechy wspólne dla wszystkich religii. Otóż mają one za zadanie odpowiadać na pytania i choć te są różne, to każda wiara (a przynajmniej każda znana mi wiara) wyjaśnia kilka aspektów, będących jednocześnie jej trzonem. Są nimi: istnienie jakiejś wyższej siły, powstanie świata i człowieka, oraz śmierć połączona z pewną doskonałą sprawiedliwością, mającą wynagrodzić wiernym niegodziwość tego świata.
Tak więc, jeśli zrozumiemy do końca cały proces umierania, możliwe, iż staniemy u progu pewnej rewolucji religijnej, która całkiem zmieni podejście ludzi do pewnych dogmatów.
Jak na razie na temat śmierci wiemy niewiele, jednak powoli będziemy ją poznawać coraz lepiej i gdy nastąpi ten moment, nasz świat nie będzie już takim samym miejscem . Lecz przed nami długa droga, tymczasem zapraszam do tańca :-).

P.S. Ten wpis chciałbym zadedykować Kagrrze (chyba dobrze to odmieniłem?), która mnie zmotywowała do ruszenia (_!_) i dokładnego przygotowania notek. Od teraz mam zamiar czytać wszystkie wpisy przed publikacją i usuwać z nich wszelkie niedopracowania. Tak więc jeśli znajdziecie w tekście, jakieś rażące powtórzenia, czy poważniejsze błędy, to bezlitośnie mi je wytykajcie ku chwale tegoż królestwa i waszej przyjemniejszej lekturze :-).

P.S.2 Fajny filmik, co nie?
http://www.youtube.com/watch?v=hWTFG3J1CP8



wtorek, 24 kwietnia 2012

Światowy Dzień Książki

Cóż wczoraj mieliśmy jeden z najwspanialszych dni w roku, mianowicie Światowy Dzień Książki. Inicjatywa nadzwyczaj godna uwagi, bo każda promocja zadrukowanych tekstem stron, połączonych okładkami jest chwalebna.
W tym miejscu mógłbym zacząć głosić peany, na cześć książek, jednak czynię to często i gęsto. Dlatego za namową wrodzonej przekorności (którą zresztą u siebie bardzo cenię), postanowiłem zaprezentować tu pozycję, którą raczej bym odradzał, a w najlepszym wypadku, bardzo ostrożnie polecał.

Zapewne wielu z was oglądało znany i uwielbiany "Fight club". Warto więc powiedzieć co nieco o jego książkowym pierwowzorze.

Oczywiście jak większość ekranizacji pierwowzór jest lepszy, jednak różnica poziomów obu dzieł jest minimalna, a niestety taka sytuacja należy do rzadkości. Warto więc na początku obejrzeć film, aby poczuć dekadencki klimat przedstawionej wizji świata. Ponadto to wspaniałe kino, które mimo wszystko nieco blednie po przeczytaniu książki, a David Fincher zasłużył sobie na zachwyty "Fight clubem".

Dlaczego więc polecam ją z dużą dozą ostrożności? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. "Fight club" to dzieło niebezpieczne. Jedno z tych, które gdy przeczytacie, całowicie zmieni wasz światopogląd.
Mamy bowiem do czynienia z bardzo mocną krytyką współczesnego świata, a w szczególności konsumcjonizmu.
Książka ta potrafi obrócić o 180 stopni perspektywę postrzegania świata przez jej odbiorcę.

Stąd też kontakt z nią należy zaliczyć do ryzykownych. Jest to pewnego rodzaju bomba intelektualna, która wymaga nadzwyczaj ostrożnego postępowania.

Co natomiast mogę powiedzieć o samej książce.
Ano to wspaniałe dzieło, tylko tyle i aż tyle. Mamy powiem wiarygodnych, choć niesamowicie wypaczonych bohaterów, świetną fabułę, przyjemny jezyk, oraz genialne dialogi i narrację.
Te ostatnie dwa elementy zasługują na specjalną uwagę, bo to właśnie one oddają całą wywrotowość utworu. Ich niezwykła wyrazistość, powoduje, iż zapadają w pamięć. Jednocześnie nie są one w jakikolwiek sposób interpertowane, przez co skłaniają czytelnika do rozważań, nad znaczeniem danych zdań.
Ponadto stanowią niesamowity mariaż kolokwializmów i wulgaryzmów z poetyckością, który spłodził wspaniały, bardzo wyjątkowy styl.

Krótko mówiąc książkę polecam, ale tylko czytlenikowi świadomemu zagrożenia, jakie na niego czycha.


P.S. Wybaczcie za złamanie pierwszej zasady Podziemnego Kręgu ;-) .

piątek, 13 kwietnia 2012

Piątek trzynastego

Hej.

Dziś jak pewnie wiecie mamy piątek trzynastego. Spodziewacie się zapewne, iż zrecenzuję, bądź opiszę słynną serię o mordercy noszącym maskę hokejową. Jeśli mam rację, to zgodnie z przesądem macie pecha :-) .

Nieco na przekór postanowiłem was uraczyć pewnymi spostrzeżeniami, do których zainspirował mnie pewien filmik. Poniżej zamieszczam linka do tegoż filmiku.

http://www.joemonster.org/filmy/43450/Glosny_protest_prostytutek_z_Amsterdamu

Utarło się myśleć, że "panie do towarzystwa" możemy podzielić na dwa typy. Są to albo biedne kobiety, a nawet dziewczynki, które przez różne przeciwności losu skończyły w tym zawodzie, albo nimfomanki, zimne suki, które widzą w tym łatwy i wygodny sposób zaspokajania swych rządz. Postanowiłem więc, jak to mam w zwyczaju, odrzucić powszechnie uznane poglądy i dodać kolejny rodzaj przedstawicielek najstarszego zawodu na świecie.
Są nim kobiety świadome tego co robią. One doskonale zdają sobie sprawę, jak zarabiają na życie. Ponadto nie przeszkadza im to czerpać z tego pewnej przyjemności, choć nie w takim stopniu, jak ich koleżanki wiecznie chętne, po to, aby zaspokoić swą nienasyconą chuć.

Wizja tego typu kobiet zrodziła się w mej głowie kilka lat temu, podczas lektury dodatku dla kobiet, dołączonego do pewnego pisma. Jeśli pamięć mnie nie myli, były to Wysokie Obcasy. Główną atrakcją tegoż numeru był wywiad z prostytutką właśnie.

Był on nadzwyczaj ciekawy, ze względu na bohaterkę, a konkretnie, na jej charakter. Otóż wynikało dosyć jasno, iż doskonale zdaje sobie ona sprawę z tego, co robi. Ba! Było to dla niej nadzwyczaj wygodne.
Owa dziewczyna (bo miała 20-kilka lat) motywowała swój wybór zarówno wysokimi zarobkami, jak i przyjemnością czerpaną ze swej pracy. Ponadto mocno podkreślała, iż wykonywany zawód dał jej poczucie własnego piękna, oraz, co ciekawe znacząco wpłynął, na jej wysoką samoocenę.

Można się burzyć, że to, co ona robi jest paskudne, że to przejaw cynicznej chciwości. Można jej zarzucić również wiele innych przewinień, jednak czy nie warto spojrzeć na to z nieco innej perspektywy?
Otóż dziewczyna robi to co lubi i dostaje za to niemałe pieniądze. Potrafi jednak oddzielić życie prywatne od zawodowego i nie ma jakichkolwiek nawyków wyniesionych z burdelu. Również właśnie dzięki tej pracy poznała kilka osób, które może uznać za sobie bliskie.
Oczywiście znajdą się i tacy, którzy będą ją potępiać za to, iż handluje swym ciałem. Lecz czy aktorzy i wszlekiej maści osoby medialne nie robią tego samego? Zazwyczaj oni posuwają się o krok dalej i sprzedają swoje życie prywatne, czy charakter. Jak na ironię, cechą dobrego aktora jest właśnie pełne poświęcenie się i przemiana w inną osobę za określoną kwotę.

Pamiętajmy więc, iż nigdy nie należy nikogo z góry przekreślać i starajmy się unikać uogólnień, które w naszym szalenie różnorodnym świecie zazwyczaj krzywdzą naprawdę wiele osób.

P.S. Obrazków aktualnie w wpisach nie będzie, gdyż blogspot się na mnie obraził w tejże materii.

środa, 21 marca 2012

Urok sieciowych dymków.

Hej.

Dawno temu padły słowa, jakoby jeden obraz był więcej wart, niż tysiąc słów. Można się z nimi zgodzić, można też je negować, jednak niezaprzeczalnie ilustracja postaci, czy też miejsc ma w sobie ogromny potencjał. Czemu więc się z nią nie zapoznać bliżej?
W tym momencie ludzie, którzy nie przeczytali tytułu mogą pomyśleć, że mam zamiar opisywać wielkich mistrzów pędzla pokroju Picassa, czy też Maneta. Muszę ich jednak zawieść, gdyż nie jest to miejsce na tego typu dyskuje (choć sam uważam malarstwo za sztukę ze wszech miar godną uwagi).

Ten wpis dotyczyć będzie jedenastej muzy, często traktowanej, jako ułomnego bękarta. Mowa tu o komiksie.
Gwoli informacji mowa będzie o polskim komiksie internetowym.
Dlaczego akurat o nim?

Ano z kilku powodów.
Nikt nie zaprzeczy, iż Polska to kraj delikatnie mówiąc specyficzny. To co wielu uważa za kompletną abstrakcję u nas jest codziennością. Stąd zresztą taka trudność w zrozumieniu niektórych zachowań Polaków.
Ze względu na swoją wyjatkowość Polska jest niezwykle płodnym gruntem dla wszelkich pomysłów z gatunku dziwnych i szalonych.
W moim osobistym rankingu najbardziej chorych (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) krajów Polska uplasowała się na trzeciej pozycji, za Japonią i Rosją. No, a to do czegoś zobowiązuje.
Piszę tu tylko o "naszych" komiksach, aby je w choćby minimalnym stopniu wypromować, bo według mnie są one naprawdę dobre.

Dlaczego internetowe?
Tutaj powód jest prozaiczny. Sam znam je najlepiej i nie ma żadnego problemu, aby je poznać.

Ok, ruszamy(kolejność w rankingu losowa):

http://kokoart.net/nowa/


Zaczynamy od komiksu wyjątkowo mi bliskiego. Koko początkowo się bardzo mocno wzorował Megatokyo ( kilka lat temu był to najpopularniejszy komiks internetowy, aktualnych danych nie mam i za swój błąd mocno żałuje, a Megatokyo z całego serca również polecam). Nie jest to jednak powód do wstydu. Wręcz przeciwnie. Ta inspiracja pozwoliła przeszczepić szalony klimat pierwowzoru, na polskim gruncie. Zabieg ten udał się wybornie.
Koko na swej stronce prowadzi niejako trzy serie. Mianowicie Kwarcowy Paciorek, Wióry i luźne komiksy zebrane na blogu.
Wszystkie są ze wszechmiar godne polecenia, jadnak pozwolę sobie wyróżnić Wióry.
Opowiadają one historię czwórki przyjaciół i psa. To właśnie w nich najwyraźniej odczuwalny jest wpływ Megatokyo i one najpełniej ukazują ewolucję stylu autora. Warto też wspomnieć, iż ostatnie chaptery tworzą naprawdę dobrą i zaskakującą historię stylizowaną na odcinek Scooby Doo.
Jeśli lubisz komiksy, fantastykę i gry komputerowe jest wielce prawodopodobne, że komiks przypadnie ci do gustu i regularnie będziesz odwiedzać stronkę Koka.

http://chatolandia.pl/

Chata Wuja Freda to zbiór niepowiązanych fabularnie chapterów i okazjonalne odcinki z serii "Buc Bez Empatii Radzi".
Komiksy teoretycznie opisują życie codzienne autorki i jej chłopaka. Piszę teoretycznie, bo jest ono tak uroczo szalone, że człek marzłby o takim żywocie.
Odcinki są okraszone świetnym humorem i trzymają równy, bardzo wysoki poziom.
To w zasadzie lekki komiks dla każdego i pewnie wiele z osób czytających tego bloga go już zna. Reszta powinna jak najszybciej go poznać. Nie zdziwcie się jednak, gdy dialogi z Chaty przejdą do waszego języka potocznego.

http://www.themovie.com.pl/

The Movie to w zasadzie komiksowe recenzje filmów. Zazwyczaj każdy kolejny chapter to recenzja jednego filmu. Podobnie jednak, jak w wielu innych komiksach inetrnetowych pojawia się podseria The Movie. Nazywa się ona The Movie Theater. Pojawiają się w niej nowe postaci związane z główną serią. Warto wspomnieć o ich ciekawej konwencji, tworzą one bowiem spójną opowieść stylizowaną na sitcom.
Głównonurtowe recenzje są natomiast, krótkim, acz trafnym opisem filmu, zawierającym w sobie naprawdę dobry humor.
Komiks polecam każdemu, bo któż z nas nie lubi oglądać filmów.

http://demland.info/dem/

Duże Ilości Psów Naraz to komiks, który jest ciężko opisać. W zasadzie całość idealnie określa zwrot: totalne szaleństwo. Odnosi się on zarówno do humoru jak i kreski Dema.
Psy to absolutny "must watch" tego zestawienia!

http://www.bugcity.nazwa.pl/

Jeśli jakikolwiek komiks internetowy zasługuje na miano kultowego, to jest nim niewątpliwie Bug City.
Mamy w nim wszystko, czego wymagamy od dobrego komiksu internetowego. Posiada on bowiem świetną kreskę, wyrazistych bohaterów, świetny humor i niesamowity klimat. To genialne połączenie parodii "Sin City" Millera z bardzo polskim klimatem.
Mimo, iż komiks jest zamknięty, to każdy, kto uważa się za fana polskiego komiksu powinien go znać.

http://www.webkomiks.pl/ke/

Kolejny zamkniety, aczkolwiek warty polecenia komiks. W "KE?" dwie frytki komentują wydarzenia z ówczesnego światka komiksowego. Czynią to na tyle błyskotliwie i złośliwie, że komiks wciąż bawi.
Warto zebrać nieco informacji na tematy rozmów frytek, żeby zrozumieć niektóre żarty, aczkolwiek "KE?" jest tego warty.


Frytki zamikają ten ranking. Oczywiście nie są to jedyne polskie komiksy internetowe warte polecenia. Postanowiłem wybrać te najlepiej mi znane i najbardziej charakterystyczne. Warto je przeczytać, aby samemu poczuć klimat tego typu twórczości i samemu szukać nowych tytułów, bo mają one naprawdę wiele do zaoferowania.

Do następnego wpisu.

niedziela, 4 marca 2012

Subiektywna prezentacja zespołów wartych posłuchania.

Hej!

Muzyka ma niezwykle istotny wpływ na nasze życie. W zasadzie każdy posiada jakieś utwory, które się mu kojarzą z pewnymi ważnymi dla niego wydarzeniami.
Muzyka dzieli się na wiele gatunków. Są ludzie, którzy umiłowali sobie jakiś konkretny, lecz są też i tacy, dla których ten podział nie ma większego znaczenia.
Ja skałniam się ku tej drugiej opcji, a nawet idę niejako krok dalej i cenię sobie przede wszystkim wszelkie mieszanki gatunkowe.
Postanowiłem więc nice przybliżyć wam mój świat muzyki przez zaprezentowanie ciekawych w mych oczach zespołów. Kolejność jest całkowicie dowolna, bo moja głowa nie potrafi robić rankingów pontanicznie wpadająych do niej artystów :-).

Nine Inch Nails

http://www.youtube.com/watch?v=1jAyfGzSaz0&feature=related

NIN jest zespołem grającym rock industrialny. Charakteryzuje się on licznymi elektronicznymi wstawkami w utworach. Mamy więc do czynienia z naprawdę ciekawym mariażem charakterystycznego wokalu z niecodziennymi dla rocka dźwiękami. Całość jest nadzwyczaj przyjemna, choć ortodoksyjni rockowcy pewnie będą kręcić nosami. Niemniej z muzyką NIN warto się zapoznać.
Na uwagę zasługują również teksty ich piosenek. Są one bardzo ponure i zawierające niezwykle silny ładunek emocjonalny, co zasługują w głównej mierze ekspresyjnemu wokalowi Trenta Reznora.


65daysofstatic i God Is An Astronaut


http://www.youtube.com/watch?v=6z_-YPPZ1Vs


http://www.youtube.com/watch?v=g9XpzfaMkrY&feature=related

Pozwoliłem sobie dodać oba te zespoły razem, gdyż mimo różnic w ich utworach oba należą do mojego ulubionego gatunku, jakim jest post-rock.
To niezwykle specyficzny i undergroundowy typ muzyki. Do jego cech charakterystycznych należą przede wszystkim minimalizm, brak, bądź szczątkowy wokal i wykorzystanie wielu nietypowych dla rocka instrumentów. Wyróżnia się on również połączeniem subtelności i ogromną dawką emocjonalości.
Jeśli uważasz, że wokal nie jest elementem obowiązkowym w utworze, a wręcz go czasem ogranicza posłuchaj post-rocka.


Fisz Emade




http://www.youtube.com/watch?v=kl0WBdbB0L4


Synowie Wojciecha Waglewskiego odziedziczyli po ojcu muzyczny talent, jednak zwrócili się ku innemu gatunkowi muzycznemu. Fisz-raper, Emade-DJ, razem tworzą świetny hip-hop. 

Utwory są bardzo przyjemne dla ucha, czuć w nich specyficzny styl braci. Na uwagę zasługują szczególnie teksty Fisza. Łączą one prostotę (ale nie prostackość) jezyka z niezwykłą spostrzegawczością otaczającego nas świata, dzięki czemu są niezykle trafne, a zarazem przyjemne. Nie da się ich zresztą pomylić z jakimikolwiek innymi, a to ze względu na oryginalność rymów.


Eldo


http://www.youtube.com/watch?v=-tBFw4HaTls


Utwory te posiadają wspaniałą oprawę muzyczną, ale to nie ona jest ich największą zaletą. Eldo bowiem rapuje prawdopodobnie najpiękniejsze, najsilniej przesycone poetyką teksty, które pozwalają się im całowicie oddać i "odpłynąć" wśród wersów. 

Jeśli ktoś uważa, że hip-hop to synonim prostactwa i buractwa, puśćcie mu Eldo.


Tool


http://www.youtube.com/watch?v=vIm6yJGjgEM


Tool tworzy muzykę niezbyt przystępną przeciętnemu słuchaczowi, a wręcz odpychającą dla fana radiowych hitów, lub disco-polo. Bo jak można słuchać zespołu, którego utwory nierzadko trwają ponad dziesięć minut, mają naprawdę długie wstępy i ciężkie teksty.
Ano jak widać na mym przykładzie takiej muzyki można słuchać, ba, można ją nawet uwielbiać!
Tool tworzy oryginalny rock często zmieszany z orientalnymi dźwiękami. Ponadto to zespół, charakteryzujący się teledyskami. Te bowiem są bardzo mroczne i nie bójmy się użyć tego łowa, psychodeliczne. Ich odstępstwo od normy jest ogromne i wywołują one skrajne uczucia u swych odbiorców. Jedni bowiem się nimi zachwycają, innch natomiast one wręcz obrzydzają.
Toola poznać warto, jednak trzeba to robić ostrożnie, bo go albo pokochacie, albo znienawidzicie.


Tym akcentem kończę część pierwszą prezentacji. Mam nadzieję, że światło dzienne ujrzy również część druga i nastąpi to stosunkowo szybko.

Zachęcam do komentowania tego i innych wpisów. Piszcie co sądzicie o wyżej wymienionych zespołach i podzielcie się tymi, które uważacie za warte przesłuchania.

P.S.Wybiera się ktoś na tegoroczne MFK?

To do następnego wpisu.

środa, 22 lutego 2012

Þetta er það lengsta sem ég fer.

Witajcie.

Powyższy tytuł ma na celu ukazanie jednego z wielu wspaniałych talentów twórcy tegoż bloga, jakim jest znajomość Islandzkiego ;-) . Oczywiście to jeden z najtańszych chwytów, jaki można zastosować, choć nie przeczę, iż chętnie nauczyłbym się tegoż języka.

Gwoli informacji tytuł ściągnąłem ze wspaniałej piosenki, której link znajdziecie poniżej. Oznacza on w naprawdę bardzo wolnym tłumaczeniu (bo jak inaczej nazwać tłumaczenie z tłumaczenia, zamieszczonego na youtube ^^) "to moja najdłuższa podróż".

Wyżej wspomniany link: http://www.youtube.com/watch?v=A6j7mUxGz20

Jak nietrudno stwierdzić wpis będzie dotyczył drogi.

Dla wielu droga to zaledwie kawałek chodnika, bądź ścieżki, ale czy aby na pewno jej rola ogranicza się do materii po której stąpamy?
Czasem staje się ona portalem do niezwykłego świata. Pozwala nam podziwiać hipnotyczną grę świateł, dostrzegać niuanse otaczającego nas świata i dać czas by w milczeniu oddać się przemyśleniom i marzeniom.
Każdy przeżywa czasem chwile, w których musi odpocząć od trosk dnia codziennego, przystopować, zebrać myśli. Niektóry wtedy kładą się na łóżku, bądź kanapie, zamykają oczy i delektują się spokojem, inni słuchają muzyki, jeszcze inni spacerują.
Nie chcę tu wywyższać spaceru, nad inne formy relaksu. Każda z nich ma swoich zwolenników, a i oni nie są im bezwzględnie oddani. Wszystko zależy od sytuacji.
Wróćmy jednak do drogi. Kiedy tak chodzimy stajemy się częścią otaczającej nas rzeczywistości. Przybieramy formę komórki ściśle powiązanej z organizmem, jakim jest świat. Nie potrafimy bez niego istnieć.
Jednak nasze zmysły przenoszą się jakby do innego wymiaru, w którym każdy szczegół urasta do rangi niezwykłego wydarzenia. Ba! Stara się on ze wszystkich sił skupić naszą uwagę i odciągnąć od innych jemu podobnych. Ta wspaniała rywalizacja pozwala nam dostrzec świat z nieco innej perspektywy. Widzimy wtedy więcej, czujemy mocniej, słyszymy wyraźniej.
Mimowolnie wpadamy w trans i niczym widz w kinie podziwiamy to przecudne dzieło.
Ten jednak się kończy gwałtownie i boleśnie, wraz z dojściem do celu naszej drogi. Wtedy zauważamy, iż cali drżymy z powodu przeszywającego nas wiatru, deszcz złośliwie pada nam na twarz i mamy przed sobą wątpliwą przyjemność spędzania czasu z historią prawa polskiego :-). Jesteśmy jak dzieci wracające do surowej, lecz kochającej matki, na którą tak mocno złorzeczymy, ale którą w głębi serca darzymy ogromnym uczuciem.


Wielu uwielbia ten stan, w którym poznajemy tą magiczną odsłonę otaczającego nas świata. Stąd też powstały filmy z gatunku kina drogi. Dziełem, które nawiązuje doń jest Drive.

Drive ciężko oceniać w kategoriach "zwykłego" filmu. To bardziej emocje i wspaniała wizja artystyczna przelane na taśmę filmową.
No bo o czym on opowiada? Ano o w gruncie rzeczy banalenej historii miłosnej, przeplatanej z wątkiem sensacyjnym. Jednak to nie treść ukazuje piękno tego filmu, a jego forma.
Drive jest dziełem bardzo oszczędnym w środkach, zarazem ukazującym wspaniałe wyczucie medium przez reżysera. Napięcie budują tu szczegóły takie jak tykanie  zegarka. Podobnie jest zresztą z uczuciem głównych bohaterów.Zostało ono wyrażone przede wszystkim za pomocą wzajemnych uśmiechów i spojrzeń.
Film idealnie wykorzystuje największą zaletę kina, jaką jest ruchomy obraz. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami często są przedstawione za pomocą kilkuminutowych scen praktycznie pozbawionych dialogów. Posiadają one jednak niesamowitą siłę wyrazu, tak wielką, iż widz dostrzega zbędność słów i dziękuje w myślach reżyserowi za brak jakiegokolwiek dialogu, który doszczętnie zniszczyłby atmosferę tychże scen.

Sposób przedstawienia emocji nie jest bynajmniej jedynym pokazem kunsztu duńskiego mistrza.
W zasadzie cały film mistrzowsko operuje światłem i detalem. Nic nie jest zbędne, a to ascetyczne wręcz minimum treści pozwala nam dostrzec piękno Drive'a. Każdy błysk światła nocnego Los Angeles, pozwala nam dać się ponieść magicznemu nastrojowi noir, doprawionego nutką oniryzmu.
Całość uzupełnia wspaniała muzyka, stylizowana na pop z lat 80. Te spokojne dźwięki idealnie się komponują z obrazem.
Ponadto Drive to wręcz kopalnia odniesień do różnych gatunków kina i celowe wykorzystanie archetypów w nich istniejących. Każde z nich pozwala spojrzeć na całość z nieco innej perspektywy, a przez co odebrać ten film nieco inaczej. Dodam tylko, iż odnalazłem nawiązania do wspomnianego kina drogi, filmów z lat 80. i westernu, choć to pewnie wierzchołek góry lodowej.

Drive polecam każdemu, bo ten film albo pokochacie, albo się na nim zanudzicie na śmierć, jednak w tym wypadku warto zaryzykować.
Nie wystawiam mu jednak oceny, bo nawet 10/10 jest w moich oczach obrazą tego dzieła, które wymyka się jakiejkolwiek klasyfikacji.

Warto dodać, iż można go kupić na dvd za 30zł, do czego was szczerze zachęcam i nie oglądajcie jego trailerów, gdyż nastawią one was na zupełnie inny film.

P.S. Mam w planach zmianę wizualną tegoż bloga. Wszelkie propozycje w tej sprawie piszcie w komentarzach, lub ślijcie wiadomości na moje gg:10661286
Oczywiście wszelki inny odzew z waszej strony, czy choćby chęć rozmowy jest także mile widziana :-)

P.S.2 Miałem wrzucić grafikę z plakatem Drive, ale blog się buntuje także wybaczcie.

P.S.3 Wspinaczka to piękny sport, który mnie zauroczył. Zobaczymy, co na mnie będzie mocniej oddziaływać, zakwasu, czy też tenże urok? ^^

No to do następnego wpisu.

niedziela, 12 lutego 2012

Wspomnień czar.

Hej!

Ostatnim czasy naszło mnie na poczytanie komiksów z Kaczorem Donaldem. Warto zaznaczyć, iż dzieckiem będąc byłem wielkim fanem, wręcz fanatykiem historyjek o wspomnianym ptaku i jego rodzinie.
Komiksy te stoją na naprawdę wysokim poziomie. Zawdzięczają to przede wszystkim ciekawym scenariuszom, wykorzystujących charakterystyczne motywy związane z poszczególnymi członkami kaczej rodziny. Jednak są one zaledwie punktem wyjścia do różnorodnych i nierzadko zaskakujących przygód.
Trzeba też wspomnieć o licznych i jednocześnie naprawdę dobrych gierkach językowych i aluzjach do popkultury, które są zawarte w tychże komiksach. Zaznaczę jednak, iż mówię to jedynie na podstawie polskiego tłumaczenia, bo czytanie ich w oryginale wciąż odkładam na później.
Kolejną zaletą są rysownicy. Było ich wielu i mieli oni wpływ nie tylko na wygląd Donalda, jak również na wizję świata w którym Kaczory żyją. Oczywiście istnieje kanon, którego wszyscy się trzymają, ale wszelkie informacje w nim nie zawarte zostały przedstawione na wiele różnych sposobów i często opisują sprzeczne wobec siebie wydarzenia. Jest to szczególnie wyraźne w historiach, opisujących życie bohaterów.

Może się to wydać dziwne, lecz mimo wszystko odradzam tego typu wspominek. Szczególnie jeśli mają one polegać na nagłym przypomnieniu sobie danego tworu. Jak zapewne doskonale wiecie, liczne powroty  do wspominanych dzieł brutalnie obdzierają je z nostalgii i często powodują naprawdę spory zawód.
Czy jednak nie warto odświeżać sobie ulubionych filmów, bądź książek? Oczywiście, że warto! Należy jednak to czynić ostrożnie. Początkowo radziłbym poczytać ich temat. Recenzje, bądź opinie innych osób, które się zetknęły z interesującym nas dziełem są łatwe do odnalezienia w internecie, a nierzadko pozwalają nam "przygotować się" na właściwy odbiór.
Nie należy też przesadzać w drugą stronę, a więc wyszukując dowolnej, nawet najdrobniejszej informacji. Jest to bezsensowne, bo czym wtedy byłby ten powrót, jeśli nie całkowicie obdartym z emocjonalności sprawdzeniem zgodności z informacjami na jego temat?

Na koniec polecam wam powroty do ulubionych dzieł młodości i oby jak najmniejsza ich liczba kończyła się zawodem.

W ramach bonusu dodaję tu link do strony internetowej, na której możecie poczytać bodajże większość historyjek o Donaldzie i nie tylko, narysowanych przez najważniejszych rysowników Kaczora.


http://disneycomics.free.fr/index.php